|
Blog > Komentarze do wpisu
Kochani!Kochani! Znaczy - Kochane i Kochani! Wróciłam z weekendu w Seulu. Pogoda niepiękna - raczej brzydka. Po drodze kilka miast, w deszczu przedwczoraj, w zimnym wietrze i słońcu - dzisiaj. Wstawiłam bigos i właśnie zabieram się za rybę w galarecie - gotuję łby i kręgosłupy, które kupiłam przy pomocy mimiki i gestów, od Adjumy na targu rybnym. Za grosze i uśmiech. Wzamian dostałam te łby z korpusami, plus mnóstwo uśmiechów i ukłonow - Azja, taka uprzejmość. Śniegu nie uświadczysz! Musi wystarczyć ten z Chicago w CNN -nie.... :-( Pozdrawiam najserdeczniej Was - których nie znam, ale jakbym już znała. Miło było i ciepło. Hanysie miły! Jak miło sie godo o kuchni z Woma! (Wyśledziłam już bloga Szpilowegohajama - trafię!) Z ciepłymi życzenimi świątecznymi - Małgorzata Kalicińska :-) poniedziałek, 22 grudnia 2008, malgorzata.kalicinska
Komentarze
2008/12/22 19:14:22
Pani Małgosiu, proszę nie przestawać pisać. Myślę ,że nie ja jedna będę zawiedziona, że to koniec (???). Mam wielką nadzieję, że nie.
2008/12/22 19:36:35
Pani Małgosiu proszę dalej prowadzić bloga .. przez te kilka dni, byłam co najmniej kilkadziesiąt razy sprawdzając co u Pani słychać .. proszę ..
2008/12/23 06:05:38
ten tekst ukazał się w ostatniej krakowskiej wyborczej i od razu pomyślałam o Pani :) pozdrawiam u.
miasta.gazeta.pl/krakow/1,87945,6087552,Genji__Japonia__czyli_Korea.html 2008/12/23 08:26:53
Witam:) Uff, zalogowałam się wreszcie, żeby coś do Pani napisać. Zwykle mam jakiś romantyczny nick typu kwitnący amarylis, lavenda o poranku, czy coś w tym stylu, ale po 30 nieudanej próbie logowania (wszystkie romantyczne były zajęte) jest jak jest;) A ja tylko chciałam coś Pani powiedzieć na święta. A było to tak: Moja mama przeczytała Dom nad rozlewiskiem. Najpierw przeczytała to moja koleżanka (zamiast robić pilny projekt), potem ja zabrałam na samotna wyprawę w Beskid Niski i ostatnie strony czytałam do pierwszej w nocy w schronisku w Komańczy. A na koniec podsunęłam książkę mojej mamie, która odkąd nas troje urodziła, a zaczęła od brata w 1961 roku, to chyba żadnej książki nie czytała, tylko jakieś pisma kolorowe, Przyjaciółkę, Poradnik Domowy.. no i telewizję oglądała prasując stosy naszych majtek. No i ta moja mama ostaniemi czasy popadała w depresję z powodu różnych kłopotów domowych, o których nie chcę tu za wiele pisać, między innymi mojego ojca i brata, i tez tego, że trzeba po raz 23675 obrać ziemniaki:) I jakoś tak w listopadzie będąc z wizytą, zawiozłam jej ten Dom.. tak trochę na ambicje jej wsiadłam, no nie wiem czy ty czytać będziesz, ale masz, ta historia się dzieje tutaj u nas, koło Szczytna, Pasymia, trochę o miłości i jest kilka fajnych przepisów kulinarnych itd. No i odjechałam. Minął tydzień, dwa, rozmawiamy przez telefon, a mama: a wiesz dziecko, ja tej twojej książki to już trzy rozdziały przeczytałam. W tej agencji reklamowej, to wypisz wymaluj jak w Twojej pracy! (mój szef ostatnio awansował moim kosztem swoją ulubiona blondi sekretarkę:) Ucieszyłam się, że mama czyta, głos w telefonie jakiś ożywiony, i czekam co dalej będzie. Po jakichś dwóch tygodniach dzwonie i słyszę: oj dziecko, tak się zaczytałam, że tu nawet któregoś dnia po zakupy nie poszłam, a jak przeczytałam, to się rozpłakałam! I nawet już się domyślam, u kogo na naszym rynku w Szczytnie ona te warzywa kupowała, nawet się tej pani pytałam, czy ja zna. A mówiłaś, że tam jakiś drugi tom jest... No i teraz siostra jedzie na święta z drugim tomem, i z trzecim:)) i myślimy już o innych książkach, które mama będzie czytać, żeby nie myśleć o ojcu, co nie chce z domu wychodzić od roku i o bracie, co ma problem Janusza. Pani Małgorzato! To jest mój upominek dla Pani na święta, niech on będzie taki osobisty - ja wiem, że to taka fajna historia do opowiadania w mediach, ale mama telewizje ogląda, nie chcę, żeby jej przykro było, ze ja nasze historie rodzinne wywlekam. Ci, co tu ja przeczytają, niech sobie do serca wezmą, że książki warto pisać i czytać, i dawać je w prezencie zamiast kapci czy geriavitu pharmationu;) takich optymistycznych historii wszystkim w Nowym Roku życzę. pozdrawiam
2008/12/23 10:39:13
Pozdrawiam serdecznie z wiosennej Brukseli :)) Mam nadzieje, ze to nie koniec Pani zapiskow. W Polsce czeka na mnie trzecia czesc "Rozlewiska" :)))
Malgosia 2008/12/23 13:46:39
Jak widza szwarno Małgorzatko i te słowo Kochani ! może jest i zdzibko domnie i do mojej ślubnej Joanny, boroczka całe 3-dni drepce koło garow i warzy lepij jak moja kuzynka co pitolyła u Jana Pieczaka. A jak elegancko choinka postrojoła, niy tak jak na Śląsku w jedyn kolor, tego roku na srebno. łońskigo na złoto. A co jo robia? dreptom za niom i jom kfola, a kfola. No i musza sie psiknąć ze juz prezent mom doniej. Czy bydzie jej sie podoboł? Myśla szaowno Małgorzatko ze ja bo jest łod serca. A co jo dostana? Już wiyn to co idzie kukać na niebo i podziwiać w niym jego gwiazdy,ale czuja, ze taki niy znojda, jak ta LUBELSKO
|
Ostatnie wpisy
|
Ps. Nad rozlewiskiem w Pani książce wyszywały staruszki. Mój blog to dowód na wielkie odmłodzenie hafciarek i hafciarzy :-)